0000-0851-o273_b_sml_120

"Drugi koniec wszystkiego"

Autor:  Wojciech Brzoska
Gatunek: Poezja
Wydawca: Instytut Mikołowski
Data wydania: 2010
Data dodania:  08 maja 2010, 15:46:34
ISBN: 978-83-60949-88-7

Krótki opis:

Pierwiastki metafizyczne splatają się w tej poezji ze sferą profanum, namacalnemu i przeżytemu doświadczeniu – podejrzanemu tudzież zasłyszanemu – towarzyszy głęboka refleksja natury egzystencjalnej. Wiersze Brzoski, mimo iż wyrastają z konkretnej sytuacji, świetnie funkcjonują w przestrzeni poetyckiego odbioru, pozbawionego kontekstu ich powstawania. Brzoska, podejmując tematy dla literatury nieśmiertelne (śmierć, miłość czy płynna natura czasu), odziera je z wielowiekowego patosu tradycji. Kpina, drwina i towarzysząca im częstokroć autoironia każą postrzegać autora „Drugiego końca wszystkiego” jako sentymentalnego ironistę, który nie obawia się banału dnia codziennego, ponieważ przed nim chroni go garda języka – zdystansowanego wobec samego siebie i pełnego dyskretnych kulturowych odniesień. „Drugi koniec wszystkiego” jest, w moim odczuciu, przede wszystkim opowieścią o samotności, której esencję znajduję w króciutkim dystychu, zatytułowanym „wyczerpanie”: „już nie masz siły mnie gonić / już nie mam siły uciekać”. Paweł Lekszycki Teraz - jak na zwyczaje tego cyklu nieco wcześnie - zacznijmy mówić o tekstach faktycznie ważnych. Zbiór wierszy niekiedy krótkich, a zawsze powściągliwych wydał w tym roku Wojciech Brzoska. Drugi koniec wszystkiego zawiera drobiazgi w rodzaju z solarium / wychodzi / murzynka albo puenty takie jak na pożegnanie / pokazuje mi pukiel włosów / nieżyjącej babci / i mówi, żebym jeszcze się wstrzymał / z pójściem / do fryzjera. W ogóle dyskretnie podanych motywów śmiertelnych znajduje się w tych wierszach nadspodziewanie dużo. Przykładowo mogą wyglądać one tak, że nad miejscem pracy prostytutki wieszany jest szyld "salon nagrobków i akcesoriów / cmentarnych". Podobne skojarzenie pojawia się w otwierającym tomik wierszu bomba, traktującym o wyprowadzce z mieszkania naprzeciw szpitala: miałem widok na śmierć / o nim zapomniałem, / mam widoki na miłość / spod latarni, / z okien sypialni. Widać więc, że po dowolnej przeprowadzce i przemeblowaniu życiowym temat śmierci powraca - w wierszach, które poniżej tytułu mają zapisane słowo pamięci, a po nim inicjały, w utworach traktujących o cmentarzach, wreszcie w czarnym bukiecie z tekstu tytułowego. Jest to jeden z niewielu tzw. wniosków ogólnych, jakie z tomu Brzoski można wyprowadzić - może jedynie poza tym, że zasadniczo Drugi koniec wszystkiego wyciąganie wniosków uniemożliwia. Mielibyśmy zatem do czynienia z poezją ironiczną i zdystansowaną - podwójnie. Nie tylko bowiem w sensie dykcji, przyczyniającej się do oddalenia od spraw opisywanych, lecz również w znaczeniu analogicznego odwrócenia się od czytelnika. Firmową sztuczkę z tej kategorii zawiera dwulinijkowy wiersz "po kolei": najpierw pospiesznym do Krzyża / potem osobowym do Poznania. Pozornie wszystko w nim jasne: gnomiczna wypowiedź, zacierająca różnice między nazwami miast a pojęciami ze słownika religijnego, równie słusznie zapisywanymi z wielkiej litery. Wiersz pozbawiony jest jednak zasadniczej wydawałoby się informacji, czy nazwy miast mają tu stanowić alegorię do wyższych spraw odsyłającą, czy może nawiązanie ma być niepoważne. Skalę dystansowania się łatwo sprawdzić na wątku, który automatycznie budzi moją podejrzliwość. Dużo tutaj co prawda historii o autorze, a nawet o jego kobietach, lecz opowieści te zostały zredukowane do półanonimowego szczegółu (zostawiłem dla niej / trzydniowy zarost) bądź schematu, więc nie można zarzucać im ani ekshibicjonizmu, ani przesadnie autoreklamiarskiego charakteru. Wszystko to razem sprawia wrażenie poezji w ostatecznym rozrachunku dobrej, lecz w jakiś sposób przed czytelnikiem zatrzaśniętej. Paweł Kozioł. "Lampa" nr 4/2010

Fragment:

      od pierwszego wejrzenia

 

     „kocham cię wojtku”- mówi

      chwytając mnie za rękę

      czteroletnia córka znajomych

      i bierze mnie

      na romantyczny spacer

      po molo.

 

      po powrocie do domu

      siada mi na kolanach

      i w tajemnicy przed rodzicami

      szepcze diabelską  mantrę:

      „ pierdzę na ciebie, pierdzę

Komentarze (0)

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się